Polski biznes stoi przed zmianą, którą eksperci bez przesady nazywają największą reformą rynku pracy od dekad. 8 lipca tego roku Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) – dotąd posiadająca ograniczone pole manewru i niewyposażona w bezpośrednie narzędzia transformacyjne i egzekucyjne – dostanie instrumenty, które wywrócą do góry nogami dotychczasowy układ sił między pracodawcą a zleceniobiorcą i organami kontrolującymi. Reforma ma jeden konkretny cel: uderzyć w systemową niemoc państwa wobec zjawiska tzw. śmieciówek i pozornego samozatrudnienia.